Fakt, że Andrzej Duda w tym sondażu prowadzi traktuję podobnie jak traktuje się diagnozę dotyczącą terminalnego nowotworu. Mianowicie,traktuję ów fakt z pokorą i zadumą, ponieważ wiem, że reszta jest już tylko kwestią czasu.
Obecność pani Kidawy –Błońskiej tuż za Dudą również nie zaskakuje. Mamy nawyki. Jesteśmy przywiązaniu do twarzy i lubimy dychotomiczne podziały. Zatem „nowe elity” konfrontują się z „łże-elitami”. Licytują się na nic nie znaczące frazesy, ale wszyscy czują się w miarę bezpiecznie. Jak żona, której mąż bije i pije, ale przynajmniej jej nie zdradza z sąsiadką jak „stary Maciaszczyk”, który wódki nie tyka, ale wszyscy wiedzą, że ma dziecko z żoną listonosza.
Z trwogą patrzę natomiast na wynik Roberta Biedronia (6,9%) w konfrontacji z wynikiem Szymona Hołowni (8,1%).
Przewaga Hołowni dowodzi, że:
- jeśli kandydat spoza elity władzy to z całą pewnością lepiej żeby był heteroseksualny;
- jeśli kandydat to ktoś spoza elity władzy, to lepiej żeby to był jednak katolik niż ateista – gej;
- jeżeli już koniecznie kandydatem nie może być ktoś z PO lub PiS to dobrze jeśli ten, ktoś bardziej kojarzy się z festynem parafialnym w nowoczesnej oprawie, niż z lewicowymi postulatami zalatującymi zapachem sojowej latte, nad którą z kolei, niebezpiecznie krąży chmurka parad równości z całym tym LGBT, czy jakoś tak;
- i wreszcie jeżeli już kandydat na urząd prezydencki już musi nie wywodzić się spośród pięciu facjat płowiejących co pięć lat na plakatach wyborczych, to lepiej wybrać kogoś, kto ożenił się z kobietą niż związał z mężczyzną;
Innymi słowy wynik Hołowni w odniesieniu do wyniku Biedronia dowodzi, że Polki i Polacy stawiają na ten rodzaj „normalności”, który przez ostatnie dekady funkcjonował u nas w kontekście wzruszeń podczas publicznych wystąpień papieża Polaka, któremu towarzyszył rechot z ław sejmowych, kiedy po raz pierwszy na sali sejmowej pojawił się i przemawiał Robert Biedroń, a było to długo przed tym jak niewybredne żarty na temat jego partnera rozbawiły do łez uczestników konwencji Solidarnej Polski (kultowy już stand-up posłanki Kempy).
Więc jeżeli tutaj kiedyś będzie jakaś inna Polska - Trochę mniej mafijna, trochę mniej pod tytułem „wasze sobie państwo”.
Jeżeli jeszcze kiedyś staną przed Trybunałem Stanu polityczni gangsterzy, to i tak niewiele się zmieni.
Wynik Hołowni i Biedronia sugeruje, że w polskich głowach wciąż dymi kapusta obok schabowego podczas niedzielnego obiadu tuż po sumie, kiedy to rumiany Janek przedstawia mamie i tacie swoją narzeczoną, równie rumianą Jolę, z którą planuje mieć co najmniej dwójkę, naturalnie poczętych dzieci.
Ale co ja tam mogę wiedzieć o mentalu i politycznych wyborach.
Ja się tym w zasadzie nie zajmuję.

Autor:
Marcin Zegadło
poeta, publicysta


0 Komentarze